Przejdź do treści
Pod Palmami we Wręczy

notatnik Tomasz Krawczyk, technika basenowego z Żyrardowa

O autorze

Tomasz Krawczyk. Żyrardów. Filtry, wymienniki, dwójka dzieci i park za kwadrans.

Mam czterdzieści sześć lat. Osiemnaście z nich spędziłem przy wodzie uzdatnianej, nie przy wodzie z kranu w kuchni. Mazowieckie hale, termy, sezonowe kąpieliska — pętle, które ludzie widzą jako „czystą wodę”, a ja jako ciśnienie, złoża i chemiczny rachunek. We Wręczy nie jestem na etacie. Jestem sąsiadem z Żyrardowa, który wchodzi z dziećmi i nie umie wyłączyć oka serwisanta.

Te notatki powstały, bo folder pokazuje palmy, a kolejka do rury nie mieści się w kadrze. Bo ktoś z Warszawy pyta w wyszukiwarce, czy warto jechać w listopadzie, a dostaje ogólniki. Piszę po polsku, bo tak mówię w szatni. Nie udaję operatora. Nie sprzedaję wejściówek. Jak coś w obiekcie się zmieni, poprawiam tekst, gdy sam to zobaczę albo gdy ktoś napisze przez kontakt — nie wcześniej.

Żyrardów znam od podwórka i od pętli cyrkulacji w halach, które już nie istnieją pod tą samą nazwą. Żona mówi, że na basenie i tak najpierw wącham chlor, a dopiero potem witam dzieci. To nie poza. Po osiemnastu latach nos zapala się sam, zanim termometr nad brodzikiem pokaże, że ktoś przesadził z dawką.

We Wręczy bywam jako ojciec. Czasem w tygodniu, gdy hala zjeżdżalni oddycha. Czasem w sobotę, gdy świadomie wchodzimy w tłum, bo dzieci mają urodziny i nie da się tego przełożyć na wtorek. Nie jestem rzecznikiem parku i nie mam od nich zlecenia na teksty. Jak coś chwalę — palmy w styczniu, wodę w brodziku — to z własnej kieszeni i z własnych oczu.

Jeśli szukacie człowieka od faktury serwisowej parku, to nie ja. Jeśli szukacie ojca, który powie, że klapki są ważniejsze niż nowy ręcznik z nadrukiem — to ja. Więcej o samym obiekcie jest w notatkach, nie w życiorysie. Kontakt przez formularz, nie przez kasy we Wręczy.